
W pierwszej części tego cyklu zatrzymałam się przy XIX wieku, przy histerii i przy tym, jak psychiatria oraz psychologia zaczęły dostrzegać związek między przemocą a psychicznym cierpieniem. Judith Herman pokazuje jednak, że historia badań nad traumą nie rozwija się linearnie. Nie jest prostą historią postępu, w której raz zdobyta wiedza zostaje już na stałe przyjęta.
Wiedza ta przypomina raczej ruch falowy. Pewne doświadczenia zostają zauważone, nazwane i opisane. Przez jakiś czas wydaje się, że wiedza o nich stała się częścią medycyny i życia społecznego. Potem przychodzi opór. Temat zostaje osłabiony, pomniejszony albo przeniesiony na margines.
Herman pokazuje w swojej książce, że rozumienie urazu psychicznego rozwijało się zawsze w określonym kontekście społecznym i politycznym. To, co lekarz, psychiatra albo psycholog mógł zobaczyć i nazwać, zależało nie tylko od objawów pacjenta, ale także od tego, czy dana epoka była gotowa uznać cierpienie osób skrzywdzonych. Pierwszy wielki rozdział tej historii dotyczył histerii i cierpienia kobiet. Kolejny powrót tematu nastąpił wraz z wojną.
Nowoczesna wojna bardzo wyraźnie pokazała, że skrajne doświadczenie może rozbijać psychikę człowieka. Choć już w XIX wieku opisywano stany określane jako „nerwica pourazowa”, to dopiero I wojna światowa sprawiła, że problem stał się widoczny na skalę, której nie dało się zignorować.
Z frontu wracały tysiące mężczyzn w stanie, który wymykał się prostym wyjaśnieniom. Według brytyjskich National Archives szacuje się, że ponad 250 000 żołnierzy cierpiało z powodu zjawiska nazwanego shell shock (szokiem artyleryjskim). Ta liczba zmieniła wszystko – nie dało się już traktować problemu jako jednostkowego wyjątku czy marginesu. Było to masowe doświadczenie pokolenia.
Medycyna stanęła przed koniecznością opisania i sklasyfikowania zupełnie nowych zachowań. Objawy były bardzo zróżnicowane i głębokie:
- Zaburzenia somatyczne: drżenia, paraliże kończyn, utrata mowy, ślepota lub głuchota, na które nie było fizycznych dowodów w ciele.
- Zaburzenia zachowania i emocji: stupor (oddrętwienie), napady paniki, bezsenność, koszmary nocne oraz skrajna nadreaktywność na nagłe dźwięki.
Początkowo lekarze, tacy jak Charles S. Myers (który w 1915 roku wprowadził termin shell shock do literatury medycznej), podejrzewali, że źródłem problemu są fizyczne mikrouszkodzenia mózgu spowodowane falami uderzeniowymi po wybuchach pocisków. Szybko jednak zauważono, że identyczne objawy rozwijają się u żołnierzy, którzy nigdy nie znaleźli się w strefie bezpośredniego ostrzału.
To odkrycie zmusiło część środowiska medycznego do zmiany podejścia. Lekarze tacy jak W.H.R. Rivers, pracujący z pacjentami w szkockim szpitalu Craiglockhart, zaczęli dostrzegać, że źródłem cierpienia nie jest uszkodzenie tkanki, ale uraz psychiczny – skutek przebywania w sytuacji permanentnego zagrożenia życia. Pomoc zaczęła opierać się na rozmowie, próbie integracji wspomnień i humanitarnym traktowaniu, choć w warunkach wojennych nadrzędnym celem leczenia wciąż pozostawało jak najszybsze przywrócenie żołnierza do sprawności bojowej i odesłanie ga z powrotem na front.

W tym miejscu Judith Herman wprowadza swoją kluczową interpretację. Pokazuje ona, że uznanie traumy wojennej nigdy nie jest procesem neutralnym medycznie – jest to głęboki konflikt z systemem władzy i obowiązującą ideologią.
Państwo i armia do sprawnego funkcjonowania potrzebują konkretnej opowieści: mitu żołnierza-bohatera. Ten mit opiera się na archetypach męstwa, żelaznej dyscypliny, patriotycznego obowiązku i gotowości do nienaruszonego zniesienia wszelkich trudów. Straumatyzowany weteran – drzący, płaczący, sparaliżowany strachem – brutalnie ten mit dekonstruował. Pokazywał opinii publicznej realny koszt wojny, którego nie dało się ubrać w patriotyczne slogany.
W odpowiedzi na to zagrożenie, system władzy uruchomił mechanizmy obronne mające na celu odsunięcie i wyciszenie tematu. Zamiast pytać: „Co wojna zrobiła temu człowiekowi?”, zaczęto pytać: „Co jest nie tak z tym człowiekiem?”. Przesunięto ciężar odpowiedzialności z systemu na jednostkę na dwa sposoby:
1. Stygmatyzacja moralna i karna. Objawy traumy zaczęto interpretować jako przejaw słabości charakteru, tchórzostwo, brak morale lub celową symulację mającą na celu uniknięcie służby. Żołnierzy nierzadko poddawano brutalnym „terapiom” elektrowstrząsowym, które miały ich zdyscyplinować, a w skrajnych przypadkach stawiano przed sądem polowym za dezercję.
2. Przeniesienie do sfery prywatnej. Po zakończeniu wojny państwo dążyło do jak najszybszego zamknięcia tematu. Cierpienie weteranów zostało odseparowane od debaty publicznej – zamknięto je w murach domów i szpitali psychiatrycznych, czyniąc z niego wstydliwy, prywatny problem poszczególnych rodzin.
Medycyna i psychiatria uległy tym naciskom. Wiedza o shell shock, zamiast stać się fundamentem pod dalsze badania, została na całe dekady zepchnięta na margines. System skutecznie wyparł temat ze świadomości społecznej, aby móc dalej reprodukować opowieść o chwalebnym obowiązku wojskowym.
Temat ten nie dawał się jednak pogrzebać na zawsze. Ruch falowy, o którym pisze Herman, sprawił, że wiedza o urazie musiała powrócić, gdy kolejne konflikty zbrojne przyniosły nowe fale złamanych życiorysów.
W czasie II wojny światowej psychiatra Abram Kardiner podjął próbę reanimacji tego tematu, publikując w 1941 roku pracę „The Traumatic Neuroses of War”. Zwrócił w niej uwagę, że trauma nie znika wraz z podpisaniem traktatu pokojowego – staje się chroniczną zmianą w sposobie funkcjonowania człowieka, która trwa lata po powrocie z frontu.
Jednak prawdziwy, trwały przełom polityczny i medyczny przyniósł dopiero koniec lat 60. i wojna w Wietnamie. Tym razem weterani nie wrócili do domów w milczeniu. Trafili na podatny grunt: silny ruch antywojenny, zmianę obyczajową i społeczeństwo, które było gotowe kwestionować decyzje władzy.
Byli żołnierze zaczęli organizować się sami w ramach takich ruchów jak Vietnam Veterans Against the War. W styczniu 1971 roku odbyło się wydarzenie znane jako Winter Soldier Investigation, podczas którego weterani publicznie mówili o realiach wojny i przemocy. Według International Society for Traumatic Stress Studies zeznania składało wtedy 115 weteranów, a wśród obecnych badaczy był psychiatra Robert Jay Lifton.
Żołnierze zaczęli mówić własnym głosem o koszmarach, nawracających wspomnieniach, poczuciu winy, odrętwieniu, wybuchach gniewu i niemożności powrotu do życia sprzed wojny. Ich cierpienie stało się częścią otwartej debaty społecznej. W ujęciu Herman ma to znaczenie podstawowe: wiedza o traumie nie rozwija się sama z siebie – potrzebuje społecznego zaplecza, świadków i języka, który pozwala osobom skrzywdzonym mówić.

W 1980 roku Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne oficjalnie wprowadziło diagnozę PTSD do klasyfikacji DSM-III. Był to przełomowy moment. Po raz pierwszy formalnie uznano, że źródłem zaburzenia jest zewnętrzne wydarzenie, a nie wewnętrzna słabość osoby, która je przeżyła. PTSD zdefiniowano jako reakcję na zdarzenie wykraczające poza zwykłe ludzkie doświadczenie, takie jak wojna, tortury, napaść czy katastrofa.
Ta nowa kategoria diagnostyczna zebrała w jedno miejsce objawy opisywane wcześniej pod różnymi nazwami (od shell shock po syndrom powietnamski): nawracające wspomnienia, unikanie bodźców, odrętwienie emocjonalne i ciągłą wzmożoną czujność.
Miało to ogromne znaczenie moralne i społeczne. Diagnoza PTSD pozwalała jasno powiedzieć: cierpienie po urazie nie jest oznaką tchórzostwa. Jest biologiczną i psychiczną konsekwencją doświadczenia, które przekroczyło ludzką zdolność adaptacji. W ten sposób trauma wróciła do psychiatrii jako kategoria oficjalna, jednak ten powrót również miał swoje ograniczenia.
Model PTSD wyrósł przede wszystkim z badań nad traumą wojenną, czyli wokół pojedynczych, nagłych wydarzeń o charakterze katastroficznym. Doskonale opisywał skutki udziału w walce, wypadku czy napadu.
Gorzej radził sobie jednak z sytuacjami, w których ludzie przez całe lata żyli w warunkach permanentnego zagrożenia, zależności i kontroli, z których nie dało się po prostu uciec. Dotyczyło to w szczególności przemocy w bliskich relacjach, długotrwałego wykorzystywania seksualnego, kazirodztwa oraz przemocy domowej.
U osób z taką historią objawy były znacznie szersze niż klasyczne PTSD. Oprócz wzmożonej czujności czy koszmarów, pojawiały się głębokie trudności w regulacji emocji, destrukcyjne poczucie własnej wartości, zaburzenia tożsamości i trudności w budowaniu jakichkolwiek bezpiecznych relacji. Problem nie dotyczył wspomnienia jednego epizodu, ale całego systemu przetrwania, który musiał permanentnie dostosować się do życia w zagrożeniu.
To właśnie z tego pola wyłania się później pojęcie traumy złożonej (C-PTSD). Herman pokazuje, że aby je dostrzec, trzeba było zrobić kolejny krok: przenieść uwagę z pola bitwy do domu, z żołnierzy na kobiety i dzieci, z jednorazowego wydarzenia na długotrwałą relację opartą na przemocy.
Ten krok będzie tematem kolejnej części. Możesz ją przeczytać tutaj.
Poniższe filmy pomagają zobaczyć historię traumy wojennej z ludzkiej perspektywy. Każdy z nich pokazuje inny etap drogi, o której pisałam wyżej:
1917, reż. Sam Mendes, 2019
Film pokazuje samo surowe doświadczenie frontu I wojny światowej: ciągłe zagrożenie, zmęczenie i losowość śmierci. Pomaga zrozumieć fizjologiczny i psychiczny koszt przebywania w warunkach, które obiektywnie przekraczają możliwości ludzkiego organizmu.
Łowca jeleni / The Deer Hunter, reż. Michael Cimino, 1978
Przejmujący obraz grupy przyjaciół, których życie zmienia wojna w Wietnamie. Pokazuje rozpad dotychczasowej ciągłości: przyjaźni, pracy, ról społecznych i poczucia przynależności po powrocie z frontu. To dobra ilustracja pytania: co dzieje się z człowiekiem, gdy wojna formalnie się skończyła, ale wciąż trwa w jego ciele i zachowaniu?
Urodzony 4 lipca / Born on the Fourth of July, reż. Oliver Stone, 1989
Historia oparta na autobiografii weterana Rona Kovica. Pokazuje drogę od patriotycznego idealizmu, przez paraliż na froncie, aż po zaangażowanie w ruch antywojenny. W kontekście analizy Judith Herman to kluczowy obraz – pokazuje moment, w którym weterani przestają milczeć, a ich cierpienie przestaje być prywatnym problemem, stając się częścią publicznej debaty o odpowiedzialności państwa.
Zdjęcie główne: kadr z filmu Urodzony 4 lipca, reż. Oliver Stone, 1989. Źródło: Wikimedia Commons.
Bibliografia: Judith Lewis Herman, Trauma. Od przemocy domowej do terroru politycznego, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne (GWP), Gdańsk 2021.