
Pojęcie rezonansu limbicznego zostało spopularyzowane przez Thomasa Lewisa, Fari Amini i Richarda Lannona w książce A General Theory of Love z 2000 roku. Autorzy używali go do opisu wzajemnego dostrajania się stanów emocjonalnych i fizjologicznych ludzi pozostających w bliskiej relacji. W samej książce pojawiają się też pokrewne pojęcia: limbiczna regulacja i limbiczna rewizja.
Rezonans limbiczny można rozumieć jako szczególny rodzaj emocjonalnego kontaktu. W bliskiej relacji człowiek nie tylko słyszy słowa drugiej osoby, ale też odbiera jej stan. Czasem zanim jeszcze padnie jakiekolwiek wyjaśnienie, już wiemy, że ktoś jest spokojny, smutny, napięty albo poruszony.
I nie mówimy to o magicznym czytaniu w myślach. Chodzi o bardzo realny proces, w którym nasze ciała nieustannie wysyłają i odbierają sygnały przez mimikę, spojrzenie, ton głosu, gesty, postawę ciała i jakość obecności. To właśnie dzięki temu możemy wyczuwać emocje drugiego człowieka i w pewnym stopniu się do nich dostrajać.
To dostrojenie jest szczególnie ważne w bliskich relacjach: między rodzicami i dziećmi, partnerami, rodzeństwem czy bliskimi przyjaciółmi. Ale nie ogranicza się wyłącznie do nich. Zdarza się przecież, że „udziela nam się” czyjś nastrój także w dalszych relacjach.
Samo określenie „rezonans limbiczny” nie jest dziś głównym terminem badawczym. W literaturze naukowej częściej spotyka się pojęcia takie jak: dostrojenie, współregulacja, synchronia rodzic-dziecko, synchronia interpersonalna czy zarażanie emocjonalne. Sama idea jest jednak dobrze osadzona w badaniach.
Allan Schore pisał o związku przywiązania, regulacji afektu i rozwoju prawej półkuli, pokazując, że wczesna relacja z opiekunem współtworzy zdolność dziecka do regulacji stanów emocjonalnych. Ruth Feldman w swoich badaniach nad synchronią rodzic-niemowlę opisywała, jak skoordynowany kontakt, obejmujący spojrzenie, głos, dotyk i rytm interakcji, wspiera rozwój samoregulacji, więzi i tego, co nazywa się społecznym mózgiem. Z kolei przegląd badań nad synchronią w psychoterapii pokazuje, że klient/ pacjent i terapeuta spontanicznie synchronizują między innymi ruch, głos, a czasem także procesy fizjologiczne, a zjawisko to ma znaczenie dla przymierza terapeutycznego.
To ważne, bo dzięki temu można powiedzieć uczciwie: słowo „rezonans limbiczny” pochodzi z języka bardziej popularyzatorskiego i klinicznego, ale sam mechanizm ma mocne zaplecze w psychologii rozwoju, neuronauce społecznej i badaniach nad relacją terapeutyczną.
W relacjach partnerskich takie dostrojenie pomaga tworzyć i utrzymywać więź. To właśnie wspólnie przeżywane emocje często łączą ludzi najmocniej. Ważne momenty, kryzysy, szczęśliwe chwile, smutek, ulga, wzruszenie, wszystko to może budować bliskość, jeśli dzieje się we wzajemnym kontakcie.
Podobnie jest w relacji rodzica z dzieckiem. Dziecko nie reguluje się przecież głównie przez słowa. Reguluje się przez obecność, twarz opiekuna, jego głos, spojrzenie, dotyk, sposób trzymania i rytm kontaktu. To właśnie w takich drobnych, powtarzalnych momentach buduje się poczucie: jestem bezpieczny, ktoś jest ze mną, mogę się uspokoić.
Można powiedzieć, że dla układu nerwowego więź jest czymś bardzo konkretnym. Onnie słucha słów, deklaracji, za to szuka sygnałów, które z poziomu zmysłów umie odczytać.
Czasem ludzie mówią o miłości, trosce czy przywiązaniu, ale za słowami nie idzie kontakt. Brakuje spojrzenia, czułości, mimiki, gestów, obecności. Wtedy druga osoba może nie odebrać tego, co teoretycznie zostało powiedziane, dlatego, że jej układ nerwowy nie dostał sygnału bezpieczeństwa.
To trochę tak, jakby połączenie zostało przerwane. Słowa są, ale „emocjonalne wifi” nie działa.
Kiedy taki kontakt słabnie, partnerowi trudniej dostroić się do partnera, a dziecku do rodzica. Trudniej też o ukojenie. Jeśli relacja nie reguluje, człowiek zaczyna szukać innych sposobów na uspokojenie napięcia. Czasem będzie to kontakt z kimś innym. Czasem jedzenie, substancje, nadmierna aktywność albo różne formy odcinania się od siebie.
Myślę, że warto zrozumieć, że chodzi o mechanizm działania układu nerwowego: on zawsze będzie szukał sposobu, żeby sobie ulżyć. Pytanie brzmi, czy znajduje ukojenie w relacji, czy musi szukać go gdzie indziej?
Dobra wiadomość jest taka, że połączenie często można odbudowywać w podobny sposób, w jaki kiedyś zostało nawiązane, czyli od prostych sygnałów obecności.
- Czuły kontakt wzrokowy.
- Spokojny ton głosu.
- Mimika, która jest spójna z tym, co mówimy.
- Delikatny dotyk.
- Małe gesty, które pokazują: jestem tu, widzę cię, zależy mi.
To właśnie w takich momentach wraca dostrojenie. A wraz z nim większe poczucie bezpieczeństwa, bliskości i możliwości wzajemnego ukojenia.
Może właśnie dlatego w relacjach tak ważne są rzeczy, które łatwo uznać za drobne: spojrzenie, uśmiech, ton głosu, obecność. Dla układu nerwowego to są sygnały, od których często zaczyna się albo kończy poczucie połączenia.
A kiedy połączenie wraca, wraca też coś bardzo podstawowego: możliwość, żeby nieść emocje nie całkiem samemu.
Lewis, T., Amini, F., Lannon, R., A General Theory of Love, 2000.
Schore, A. N., Back to basics: attachment, affect regulation, and the developing right brain, 2005.
Feldman, R., Parent-infant synchrony and the construction of shared timing, 2007.